furious silence!

Tyle krzyków w tej morderczej ciszy...

Traktat o rumuńskim dziecku >> wtorek, 30 marca 2010 02:15:53
Jestem dzieckiem Rumuna, co to mnie spłodzić nie chciał, a tak jakoś wyszło.
Idąc dalej, mam skórę bladą, w końcu jestem odstępstwem od reguły. Wiele takich reguł udało mi się złamać.
Nie jestem ładną ni-to-Rumunką-ni-to-słowianką, więc kim jestem?

Wiadomo, każdy ma gorszy lub lepszy dzień. Domeną jednak rumuńskich dzieci jest posiadanie ich dzień w dzień. Czasem nawet osiągamy apogeum BLEBLEBLE i staramy się wyjść z twarzą. Nie, my się nie użalamy, po prostu stwierdzamy dogłębnie i wgłębnie fakt, że jest co najmniej chujowo.

Rumuńskie dziecko jest niczem pies ocierający się o stopy przechodniów, błagające o odrobinę ciepła.

Zakończę tę rzewna paplaninę...
komentarze [0]

My oh my >> sobota, 6 marca 2010 03:55:22
Muszę się obudzić.
Jak ze złego snu.

To coś jak stan śmierci klinicznej, zawieszenie.
Zastój, perhaps? Maybe, oh, whatever.

Wszystko jest tak koszmarnie po staremu, w tej strefie poza mną, a jednak tak głęboko we mnie zakorzenionej.

Moje serce przypomina odrzut nuklearny, skundlonego psa. Mechanizm ten sam, pik pik pik, pikachu, bije, łomoce i co tylko serce może robić - moje czyni. Jednak serce MUSI się ukorzeniać.

Moje przyzwyczaja się do bezpańskości i dziczeje.
Czasem je ktoś dobije. A ono wciąż żyje. Co za absurd.

Should I complete the wall?

Ja nie wiem. Po prostu czasem brak mi słów.

Crazy,
Over the rainbow, I am crazy,
Bars in the window.
There must have been a door there in the wall when I came in.
komentarze [0]

What can I do...? >> sobota, 2 stycznia 2010 06:48:16
Impossible is nothing.

To na co mam wpływ - tak.
Jednak inne rejony ludzkiego życia, jak i moja podświadomość nie są mi posłuszne.

I całe szczęście, że nie mam nad nimi władzy.

Jak to mówią, łatwo przyszło, łatwo poszło, dlaczego zatem miałabym cieszyć się z czegoś, co przydarzyłoby mi się bez wysiłku?

To już nie jest takie proste jak kiedyś. Więcej wiem, więcej dostrzegam. I coraz bardziej mi się ta rachuba nie zgadza. Nie mam też dobrego wyznacznika ludzkich zachowań. No, prócz jednego. Ale jak w dzisiejszych czasach osiągnąć taki właśnie efekt? Co noc zadaję sobie to pytanie zanim zasnę. I nie mogę znaleźć na nie odpowiedzi.

Ryba mówi, że po chudych latach nadchodzą tłuste. I zgadzam się z nią. Zbytnio też nie spoglądam w przyszłość, która jawi się bardziej iluzorycznie niż prawdziwie. Wszystko czego mogę się spodziewać jest właśnie tym - każdą możliwością, którą wykorzystam lub nie.

Nie śpieszy mi się.
Kto wie. Może będę mieszkać sama. I to mnie wiele nauczy. Oddam się jakiejś misji, z zacięciem i uporem i będę walczyć w imię czegoś.

Coraz częściej mi się wydaje, że nikt mnie nie zrozumie. Nikt nawet nie zechce spróbować.

Czasem mam też wrażenie, że ludzie przelewają we mnie swoje życie, tak jakby myśleli, że ja nie mam własnego, że ba, nawet nie mam prawa go mieć. Trochę jak stacja benzynowa. Tylko nikt nie płaci rachunków. Trzaskają drzwiami. Wychodzą, jadą gdzieś dalej. I tyle.

A potem, w ten magiczny i niezrozumiały sposób, stają się przeszczęśliwi. I już sama nie wiem. Czy to dlatego, że ja jestem daleko, czy też jestem jakimś posłańcem to obwieszczającym. W jednym drugim przypadku - przesrane.

Gdyby nie nieliczni, których mogę wymienić i zliczyć na palcach jednej, no może dwóch rąk,stałabym się prawdziwym socjopatą. Chociaż czym różni się samorzutna samotność od takiej w pełni przemyślanej i ukartowanej?

Kiedyś wydawało mi się to niepojęte, że będę tak spokojna, że będzie mi się chciało uśmiechać... Są także i minusy. Stałam się jakaś niewrażliwa. I dzisiaj, na początku tego roku, czuję przeraźliwy ciężar bagażu doświadczeń jaki wlekę za sobą.

Boję się tego momentu, gdy nadejdzie przełomowa chwila mojego życia, a ja zaśmieję się jej w twarz i odejdę. Dobrowolnie.

A tak poza tym. Mówią o mnie zacna kobieta.
Babeczka, hiah.
Poza nimi nikt tego nie dostrzega.
A ponoć okulistyka poszła naprzód... hah.

Czasem aż boli ta eskapada, te słowa takie słodkie, że aż cierpkie.
Czy wyglądam aż tak nieskończenie biednie i żałośnie, że tego mi właśnie potrzeba?
Pocieszenia...

"Obłuda mówi z ręką na sercu."

Ja wołam: dajcie mi miecz, wino, prawdę i jedno, jedyne serca...
komentarze [0]

Traktat o pasztecie >> sobota, 19 grudnia 2009 02:54:44
Jeśli bowiem masz dwie ręce, dwie nogi i oczu dwoje nie czyni Cię to człowiekiem.
Ten jest człowiekiem, kto posiada duszę nieśmiertelną i piękno nosi w sobie.
Człowiek bowiem i jego sztuka, wyroby jego rąk są z natury piękne.

Jednak nie zawsze.
Jeśli raz po raz wywołujesz w bliźnim swym poczucie obrzydzenia oraz zauważasz, że spuszcza on wzrok jakby nie mógł znieść Twego widoku, znak to, że jesteś szpetny niczem łajno na polanie przez krowę pozostawione, bez żadnego znaku ostrzeżenia. Twoja fizjognomia oraz morfologia są ujmą nawet dla amatora plastyka, który na codzień para się malowaniem abstrakcyj. Masz konsystencję pasztetu i tylko dla nielicznych jesteś smaczny i strawny. Twoja zewnętrzność odtrąca ludzi na kilometry i tylko przez wrodzoną delikatność niektóre jednostki są w stanie wypowiedzieć do Ciebie kilka słów.

Jednym słowem jesteś pasztetem.
A pasztet to nic innego jak margines, obiekt, który nawet u Platona nie posiadałby swojej niebiańskiej idei.

Masz szanse tylko u żuli.

Zaiste. Nie ma to jak sobie porządnie i zdrowo przypierdzielić bluzgą.
Jak widać w tym opisie nie ma nic o wewnętrzu, jakoby nie było ważne w całych tych rozważaniach.

***

Podobno ładna miska jeść nie daje.

Zdecydowanie nie chcę być piękna.

A skoro tak: no cóż, obejdę się.
komentarze [2]

X X X >> poniedziałek, 14 grudnia 2009 21:44:58
Nie mogłam powiedzieć sobie – dziś jest ten dzień, ten wielki, jedyny dzień, w którym normalność zawita w moje progi.
Nie mogłam.
Dryf, dryf… Ciągłe dryfowanie, znoszenie, zawirowanie…
A tak by się chciało zakotwiczyć na moment i złapać oddech.
Odnaleźć się.
Nic nie dzieje się ponoć bez przyczyny.

komentarze [0]

>> poniedziałek, 31 sierpnia 2009 19:14:49
Pewien indiański chłopiec zapytał kiedyś dziadka:
- Co sądzisz o sytuacji na świecie?
Dziadek odpowiedział:
- Czuję się tak, jakby w moim sercu toczyły walkę dwa wilki. Jeden jest pełen złości i nienawiści. Drugiego przepełnia miłość, przebaczenie i pokój.
- Który zwycięży? - chciał wiedzieć chłopiec.
- Ten, którego karmię - odrzekł na to dziadek.
komentarze [0]

Po malu po malu Panie Dzieju >> piątek, 3 lipica 2009 02:24:37
Wszystko zależy od perspektywy.
Tak. Zbieżność, rozbieżność.

Rzutowanie na rzeczywistość. Wszystko wydaje się płaskie, kalekie, nijakie.

Nie ma co doszukiwać się sensu w przydługich definicjach. Definicja to esencja ogólności, uniwersalnej prawdy. Jest zawsze punktem wyjścia do dalszych rozważań.
Czym jest bowiem definicja bez poparcia przykładów stosownych? I z drugiej strony czymże jest przykład bez definicji?

Wszędzie zdarzają się wyjątki, a wyjątki potwierdzają regułę.

Chciałabym mieć coś za pewnik.
Prócz faktu, że żyję.
komentarze [0]

I just.... Why not? >> poniedziałek, 22 czerwca 2009 00:39:48
Jaki kształt mają ludzie? Jakiż to jest im przypisany?
Tak naprawdę, Oni myślą, że ich kształt stanowią oczy, uszy i ręce.
Ale dla mnie... Dla mnie to nie jest kształt człowieka. Nie jest.

Dlatego nie pytajcie mnie o rzeczy nieważne.
Takie jak dla przykładu: czy podobają Ci się moje dłonie? Czy jestem ładna? Czy jestem przystojny? Podobam Ci się?

Zapytaj mnie wprost: czy podoba Ci się mój kształt?
A uwierz odpowiem Ci z całą szczerością na jaką mnie stać i w pełni przekonana.

I w ratach. Tak, kto wie o drugim niemal wszystko od samego początku? Tak bez zgłębiania tematu?
Nie jestem panną Nikt.

Kształt człowieka zawiera się w ogonkach liter które stawia zamaszystym ruchem. W muzyce, która doprowadza go do płaczu swoim niewymownym pięknem. W tym, że musi rano wypić dobrą kawę. W tym, że lubi papierosy bądź nie.

Kształty, kształty, kształty...

Ktoś powiedział mi dzisiaj, że w założeniu przyjmuję, iż ludzie są z natury mądrzy. I tu się sypie cała moja matematyka.
(nie sądziłam że to powiem, ale matematyka się przydaje)
Nie biorę poprawki na czasy obecne.

Ogólnie teraz jest taki miszmasz, z naciskiem na masz.

A ja mam tylko swój kształt. Tylko i wyłącznie.
Wylewam się ze swojej foremki i kipię.
Z bezsilnej złości zazwyczaj.


Ukochałam prawdę. Prawda mię tylko wyzwoli. Pragnę prawdy.
Praaaawdy!
komentarze [1]

little earthquakes >> wtorek, 2 czerwca 2009 01:01:08
Yellow bird flying
Gets shot in the wing
good year for hunters
And Christmas parties
And I hate and I hate
And I hate and I hate
Elevator music
The way we fight
The way I'm left here silent

Oh these little earthquakes
Here we go again
These little earthquakes
Doesn't take much to rip us into pieces

We danced in graveyards
With vampire till dawn
We laughed in the faces of kings Never afraid to burn
And I hate and I hate
And I hate and i hate
Disintegration
Watching us wither
Black winged roses that safely changed their color

Oh these little earthquakes
Here we go again
These little earthquakes
Doesn't take much to rip us into pieces

I can't reach you
I can't reach you
Give me life Give me pain
Give me myself again

Oh these little earthquakes
Here we go again
These little earthquakes
Doesn't take much to rip us into pieces
komentarze [0]

... >> sobota, 30 maja 2009 20:26:09
So why do you like me so much, anyway?


I don't know.


Tom, you know...


You can't always just say
yes or no or...


I don't know. You know?


I mean, there must be a reason.


You know, it'd be nice to know what it is.


So why don't you think about it,
and I'll wait.


Love can never be portrayed
the same way as a tree...


..or the sea, or any other mystery.


It's the eyes, with which we see.


It's the sinner in the saint.


It's the light inside the paint.


I always knew those lines
would come in handy one day.


I had to thank Izzy for that.
komentarze [0]

Sadzonka >> wtorek, 12 maja 2009 23:59:06
Jestem.

Tak, tak. Jestem.

Rosnę. Pękła skorupka nasienia, jestem maleńką siewką. Mam kształt litery U. I rosnę. Mój stożek wzrostu przedziera się przez połacie ziemi, wgryza się w glebę torując sobie drogę w ostatecznym akcie... No właśnie, akcie czego? Chyba rozpaczy. Rozpaczliwej chęci... Przetrwania?

Jestem, niewielką siewką. Wyginam się raz w prawo, raz w lewo, próbując się przebić i ukazać światu. Nie jest to łatwe zadanie dla wiotkiej, jeszcze nie sztywnej łodyżki, z której kiedyś być może urosną jeszcze listki.

Stąpam po niepewnym gruncie. Grunt jest podmokły, niemal bagnisty. Powrót do przeszłości. Ale to kurwa pomaga.
komentarze [0]

Bzdety takie >> niedziela, 3 maja 2009 13:18:32
Ale mi się śmiać zachciało. Naprawdę. Przezabawna to rzecz.

Okej, odrywam się od angola, na moment i oczywiście muszę zabawić się w coś bzdurnego... Ale to mnie rozwaliło:D


You are The Empress


Beauty, happiness, pleasure, success, luxury, dissipation.


The Empress is associated with Venus, the feminine planet, so it represents,
beauty, charm, pleasure, luxury, and delight. You may be good at home
decorating, art or anything to do with making things beautiful.


The Empress is a creator, be it creation of life, of romance, of art or business. While the Magician is the primal spark, the idea made real, and the High Priestess is the one who gives the idea a form, the Empress is the womb where it gestates and grows till it is ready to be born. This is why her symbol is Venus, goddess of beautiful things as well as love. Even so, the Empress is more Demeter, goddess of abundance, then sensual Venus. She is the giver of Earthly gifts, yet at the same time, she can, in anger withhold, as Demeter did when her daughter, Persephone, was kidnapped. In fury and grief, she kept the Earth barren till her child was returned to her.


What Tarot Card are You?
Take the Test to Find Out.



komentarze [1]

Uhhhh... >> czwartek, 15 stycznia 2009 22:07:11
Mdli mnie.
Totalny emocjonalny marazm. O fizycznym nie wspominam.
Szkoda słów.

Cała, na wpół senna noc połączona z śnieniem o niej.
To takie dziwne. Niby otacza mnie wszędobylski spokój, to jednak moja nieświadomość folguje sobie i działa jak chce, podczas snu.

Miałam sen.
Wygrałam kasę w totka i kupiłam sobie mieszkanie, tutaj, w Toruniu.
Odwiedziła mnie. Miałam fioletowe ściany w sypialni. I jedną zieloną.
"Pasowałyby tu moje cytryny."
"Taaaak. Wisiałyby tak po przekątnej".

Czasami sama siebie nie rozumiem. Naprawdę.
I ta świadomość w obliczu przeżywania nieświadomości jest nieco przerażająca.

Chciałabym nic nie pamiętać. Jak niegdyś.
A tak śnię i czuję, że jestem dodatkowo obserwatorem własnych snów. Taka podwójna rola nie do końca mi pasuje.

Trudno wrócić potem do siebie. A już tym bardziej do rzeczywistości.

Jakoś cieszy mnie fakt, że mam masę roboty. Dam radę - mówię sobie.
Rzucę się w wir pracy i zatracę trochę siebie. I szeroko pojęte myślenie.

Myślenie o myśleniu.
Jakoś postawa człowieka słusznie dumnego, powiązanego z kontemplacją boga, nie przypadła mi do gustu. Z całym szacunkiem do Arystotelesa i jego niewątpliwe Wielkiej Pracy, ten pogląd mnie nie przekonywuje.

Nie, dość tego smęcenia.
Poużalałam się na swoją nieświadomość i sferę uczuciową.
Dosyć.

Ja chcę być normalnaaaaa!
komentarze [0]

Kanapejszyn >> wtorek, 13 stycznia 2009 00:30:47
Ponoć tak pewien gość określił kanapę, gdy umknęło mu słowo sofa, na maturze xD

Dzień upłynął mi na nic-nie-robieniu.
Mój wysiłek poznawczy musi poczekać na urzeczywistnienie - dopiero za tydzień będę Kanta myśl przedstawiać.

Nie leżą mi te studia zupełnie, ni to dziennikarstwo ni prawdziwa filozofia.
Wszystko działa bardzo pokracznie. I chociaż starałam się naprawdę przekonać, to ten dziwny bękart obu dziedzin jest trudny w poskromieniu.

Nie to wcale nie znaczy, że mi strasznie ciężko.
Cieszy mnie fakt studiowania. Ale wolałabym ściśle określoną dziedzinę.
Stricte filozofia lub stricte dziennikarstwo.

Kombinujemy z Aśką jak możemy, bo obu nam to nie leży.
Szukamy kruczków prawnych:P

Coś wyrasta pomału.

Mam rok na myślenie.
I naprawianie ogółem całego bezgranicznego bajzlu we mnie.

I rok tak naprawdę na zapominanie, wybaczanie.

Przyznaję. Skomplikowana jestem.
Mam pokraczną logikę i cenię siebie nadal zbyt nisko.

Ale staram się.
Oh, tak, naprawdę.

Szkoda, że nie byłam taka właśnie ileś tam czasu temu.
Ale po to są błędy, by je naprawiać. Wyciągać wnioski.

A tak, niewypowiedziane dotąd słowa czasami grzmią mi w myślach.
I fakt spierdolenia w momentach ważnych.

Wtedy siadam i piję dobrą, zieloną herbatę z cytryną.
To dziwne jak zmiana wszystkich dotychczasowych zwyczajów poprawia humor.

I niewątpliwie nie jestem taka jak niegdyś.

Przechodzę tą alejką, sama.
I lubię ten zachód, wschód i pełnię, którą widzę.

Wybaczcie mi wszystkie moje niewątpliwe winy.
I całą to zło, które uczyniłam.

It wasn't me.

~~Desert rose - Sting~~

komentarze [0]

Sen, snu, snowi... >> poniedziałek, 12 stycznia 2009 00:42:38
Sen bez pokrycia w rzeczywistości.
Ale jakbym odzyskała spokój i równowagę.

Nie wiem z kim rozmawiałam. Pomimo faktu, że jestem sama, czuję jakby wcielił się we mnie anioł. Albo jakieś odbicie mnie, które wróciło po czasie.

Dałabym wiele, żeby odmienić wszystko co złe. Żeby zacząć jeszcze raz budować, a nie rozwalać cokolwiek tknę swoją nie-boską ręką.

Teraz jakby wszystko jest inaczej. Gdybym miała takie nastawienie nieco wcześniej...

Cóż. Ludzie się rozchodzą, rozpadają się konstelacje. Ale tak wcale nie musiałoby być, patrząc na to z boku.

Wracając do snu...

...

- Cieszę się, że tutaj jesteś. I podoba mi się ta chwila, kiedy mówię do Ciebie i niemalże widzę, jak w Twojej głowie konstytuują się odpowiedzi. I to jest piękne. (...)
- Fascynujesz mnie. Nie jesteś pół-boginią, ale prawie że... Masz w sobie coś tak niesamowicie pięknego, cudownego, że brakuje mi słów, żeby to opisać. Po prostu jesteś, słyszę Cię, widzę, mogę poczuć Twój zapach i dotykiem sprawdzić, czy to prawda. Istniejesz. I mogę mówić cokolwiek, a Ciebie może i czasem drażni, ta moja bezskładna i nielogiczna gadanina, ale nie psujesz chwili. I za to dziękuję.
- Chciałabyś mnie pocałować?
- Może. Wole jednak nie, bo ten moment ulegnie rozmyciu. A ja chciałabym, żeby trwał jak najdłużej.
- Nie znam wszystkich odpowiedzi.
- Ja też nie. Fakt możności postawienia pytań, jest już znaczący. Możemy się zastanowić po prostu, razem... Możemy coś założyć i obracać się w obrębie postulatów, możemy odkrywać razem ogólną, ponadczasową prawdę. Możemy układać razem hierarchię wartości, tworzyć moralne podwaliny... Wystarczy zacząć naprawiać swój niewielki świat, małymi kroczkami dojdziemy do sanacji całego Wszechświata.
- Teraz Ty mnie fascynujesz...
- Ja... Hehe... Pomyśl, czasami mam napady, gdy mówię niby to natchnione i mądre rzeczy. Owszem, jakąś mądrość posiadam, ale zawsze z pokorą oceniam jej stan. Nigdy nie posiądę wiedzy z dziedzin wszelkich. Nawet nie wiem do końca, które to najlepiej eksploruje mój umysł. Czasami skłaniam się do wierszopisarstwa, bajania i adorowania słów... A czasami odzywa się we mnie fizyczno-matematyczna dusza i chciałabym ująć niektóre chwile w jeden prosty wzór i przywoływać w miarę potrzeby... Ja nie jestem porządkiem, jestem chaosem. Kosmos stroni od ludzi, których myśli trudno przesączyć, których strumień świadomości rozciąga się dalece szerzej niż u innych. Wszechświat nie lubi ludzi ze zbytnią wrażliwością. Pozwala im usychać...
- Ale Ty nie możesz uschnąć...
- Oczywiście, że mogę. Ale chyba nie chcę. Żyję dla takich chwil jak ta, gdzie moje wnętrze się upłynnia i znajduje krótkotrwały posłuch. To pozwala na moment poczuć się normalną. Uporządkowaną. Klarowną...
- Heh...
- Dlatego nie całuj mnie. Chcę pobyć ideą, czuć Twoją ideę w sobie i żyć przez chwilę w wyidealizowanym świecie.

...

To był bardzo pozytywny sen.
I chociaż zbiera mi się na melancholię, to chyba muszę pozwolić temu wszystkiemu odejść.

Zapalam papierosa i przez krótką chwilę, czuję ból w płucach.
To ten dobry ból. Czuję, że żyję.

~~Archive - Again - przygrywało mi~~
komentarze [0]


Wykonała Luna. Autorka grafiki. Chcesz taki szablon?